Sadownicy żądają pomocy od premiera i Unii

Wtorek, 4 listopada 2014 (10:30)

"Chcemy, aby nasze jabłka były sprzedawane na rynkach Unii Europejskiej" - domagają się od rządu rolnicy. Kilkuset sadowników protestuje w tej sprawie przed kancelarią premiera.

„Jeżeli nie Moskwa, to Bruksela, Berlin i Paryż dla polskich owoców i warzyw” – pod takim hasłem o godzinie 11:00 ruszy w Brukseli protest polskich sadowników i producentów warzyw. Jak się dowiedziała nasza korespondentka w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon, protestujący będą rozdawać polskie... czytaj więcej

Na razie rolnicy ograniczają protest do syren, okrzyków i transparentów. Jeżeli nikt nie wysłucha naszych próśb, to będziemy musieli zaprotestować w sposób znacznie bardziej dotkliwy - zapowiada Jan Madej ze Związku Sadowników RP. Będziemy blokować główne węzły komunikacyjne i to na długo - dodaje Madej.

Po proteście przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów sadownicy przejdą przed budynek Sejmu i Ministerstwa Finansów. Jak mówią, protestują tam, gdzie są ludzie, którzy powinni im pomóc.

"Nasza sytuacja - tragiczna"

Jak mówił podczas protestu prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski, sytuacja sadowników jest tragiczna. Nie mają oni możliwości sprzedaży nadwyżki jabłek, które wcześniej eksportowane były do Rosji.

Maliszewski poinformował, że sadownicy postulują, by rząd "zdjął z rynku" ok. 500 tys. ton jabłek przeznaczając je na przerób w biogazowniach lub w przemyśle spirytusowym. Chcą, by państwo wypłaciło sadownikom rekompensaty pokrywające co najmniej połowę kosztów produkcji owoców.

Wskazano, że koszt wyprodukowania kilograma jabłek szacowany jest na ok. 0,8-1,05 zł, tymczasem przemysł przetwórczy skupuje jabłka po 10-15 gr za kilogram, a odbiorcy jabłek konsumpcyjnych wysokiej jakości płacą 40 gr za kilogram.

"Jeżeli nie Moskwa, to Bruksela..."

W ubiegłym tygodniu polscy sadownicy protestowali w Brukseli. Demonstracja przebiegała pod hasłem: "Jeżeli nie Moskwa, to Bruksela, Berlin i Paryż dla polskich owoców i warzyw". Zdaniem producentów owoców i warzyw 125 mln euro, które Bruksela chce przeznaczyć na rekompensaty za straty poniesione wskutek rosyjskiego embarga, to za mało. W dodatku więcej będą otrzymywać producenci zrzeszeni w organizacjach producenckich, co jest niekorzystne dla Polski, gdzie takie organizacje są słabiej rozwinięte niż w krajach starej Europy. Producentom nie podoba się także zasada polegająca na tym, że kto pierwszy wyśle fakturę w celu otrzymania rekompensat, ten pierwszy otrzyma pieniądze.

(mal)

Artykuł pochodzi z kategorii: Ekonomia

Grzegorz Kwolek

RMF FM/PAP