W związku z deklaracjami nowych hiszpańskich władz w sprawie wycofania wojsk z Iraku, kończymy operacje w Hiszpanii - głosi list wysłany do egipskiego dziennika "Al Hayat". Wiadomość podpisała grupa o nazwie Abu Hafs al Masri.

Organizacja ta przyznała się do ubiegłotygodniowych zamachów w Madrycie. W eksplozjach zginęło ponad 200 osób, w tym czworo Polaków.

Śledztwo w sprawie ataków wkroczyło w decydującą fazę - mówią hiszpańskie władze. Policja poszukuje 20 Marokańczyków, którzy mogą mieć związek z madrycką tragedią. W śledztwie pomaga rząd Maroka.

Można powiedzieć, że jest już pierwszy winny. Marokańczyk Dżamal Zugam – to on kupił karty telefoniczne do telefonów komórkowych, które potem uaktywniły bomby. Dżamal wcale temu nie zaprzecza; podczas przesłuchania kilkakrotnie podkreślał, że nie liczy się z ludźmi tylko z bogiem. Już dwa lata temu był podejrzany o przynależność do al-Qaedy, ale wtedy nie został aresztowany.

Co najmniej 200 zabitych, w tym 4 Polaków i ponad 1500 rannych - to wciąż wstępny bilans zamachów bombowych w stolicy Hiszpanii, Madrycie. Do eksplozji doszło w czwartek na stacjach kolejowych w godzinach porannego szczytu. czytaj więcej

Policja przesłuchuje też młodego Algierczyka, który przed kilkoma miesiącami odgrażał się, że madrycki dworzec Atocha zapełni się ciałami. 20 osób, które poszukuje policja, to głównie znajomi obu zatrzymanych.

W Madrycie na każdym rogu widać policjanta, a mieszkańcy stolicy wciąż są w szoku. Pod specjalnym telefonem przez cała dobę czeka na ich zgłoszenia kilkudziesięciu psychologów. Z pomocy tej skorzystało już ponad 15 tysięcy osób. Największe problemy mają uczestnicy zamachu, rodziny poszkodowanych oraz ci, którzy brali udział w akcji ratunkowej. Zdaniem lekarzy lęki i niepokoje mogą trwać u nich nawet kilka lat.

08:45