Znów zrobiło się głośno o Jerzym Jaskierni. Dziś stanie on w szranki do walki o fotel szefa świętokrzyskiego Sojuszu. Dotychczas oficjalnie swoje kandydatury zgłosili senator Jerzy Suchański i lokalny działacz Robert Siejka.

Sam Jaskiernia, który ma chrapkę na stanowisko w Parlamencie Europejskim nie widzi nic drożnego w kandydowaniu na stanowisko świętokrzyskiego "barona". Wcześniej piastował stanowisko szefa klubu SLD. Zastąpił go dotychczasowy szef MSWiA, Krzysztof Janik.

O takich ludziach można powiedzieć krótko – urodził się i działał w PZPR. U schyłku PRL jego upór i oddanie zostały docenione – władze mianowały go sekretarzem generalnym PRON, gdzie spotykał się z prominentnymi działaczami, m.in. z generałem Jaruzelskim. Tej kariery nie przerwał upadek komunizmu i znów Jaskiernia – choć już pod odnowionym szyldem partii – miał okazję, by się wykazać ślepym oddaniem dla przywódców.

W maju 1995 roku ostatecznie pogrzebał śledztwo w sprawie tzw. moskiewskich pieniędzy, czyli oskarżeń wobec Millera o przyjęcie ponad miliona dolarów łapówki od KPZR dla PZPR. Jako minister sprawiedliwości doprowadził też do odwołania warszawskich prokuratorów, którzy za bardzo interesowali się Aleksandrem Kwaśniewskim. Jeden z nich chciał sprawdzić, czy prezydent skłamał utrzymując, że ma dyplom magistra.

Teraz jednak Jaskiernię pogrąża afera z ustawą o grach losowych. Prokuratura wprawdzie Jaskierni po sądach ciągać nie będzie, ale zastanawia fakt, że pan poseł tą ustawą jak żadną inną interesował się już 1999 roku. Wtedy to z trybuny sejmowej lansował tezę, że salony gier zakładane nawet w bardzo niewielkich miejscowościach staną się centrami promieniowania kultury na polskiej prowincji.

Zasłużony i wierny partii, a jednak niepotrzebny. Być może już dziś Jerzy Jaskiernia przestanie być szefem klubu parlamentarnego SLD. Jaskiernia sprawy ułatwiać nie chce i z własnej woli stanowiska nie odda. czytaj więcej

Sam Jaskiernia ma swoja teorię dlaczego, choć jest niewinny nad jego głową zbierają się czarne chmury: Ja nigdy w życiu nie poddawałem się nagonce. Ja nigdy w życiu się nie poddawałem intrygom pałacowym i jeśli ktoś uważa, że ja pod wpływem intryg pałacowych czy tej bezczelnej nagonki będę jakieś decyzje podejmował – nie.

Dlatego pan poseł broni sam nie złoży, ale w razie czego plan awaryjny już jest – wyścig po ciepłe miejsce w europarlamencie.

12:15