"Dane o tym, że 3 lata temu mieliśmy w Polsce recesję niespecjalnie mnie zaskoczyły" – mówi w rozmowie z RMF FM ówczesny wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski. Główny Urząd Statystyczny zrewidował dane o wzroście gospodarczym za przełom lat 2012/13. Okazało się, że jednak mieliśmy dwa kwartały spadku gospodarczego, czyli recesję. "Tej recesji, i to można powiedzieć z całą pewnością, nie byłoby, gdyby nie zupełnie błędne, absurdalne podwyższenie stóp procentowych w maju 2012 roku. Już wtedy było wiadomo, że w Polską gospodarkę uderza kryzys strefy euro" – dodaje Jacek Rostowski. Z przebywającym w Budapeszcie byłym wicepremierem rozmawiał Krzysztof Berenda.

B. minister finansów Jacek Rostowski /Michał Dukaczewski /Archiwum RMF FM

Krzysztof Berenda: Główny Urząd Statystyczny zrewidował dane o wzroście gospodarczym za czwarty kwartał 2012 roku i pierwszy kwartał 2013. Oba, licząc kwartał do kwartału, były na minusie. To oznacza, że nagle dowiadujemy się, iż mieliśmy wtedy recesję. Jest pan zaskoczony?

Jacek Rostowski: Szczerze mówiąc - niespecjalnie. Myślę, że to wskazuje, co zresztą przewidywaliśmy, jak mocno polska gospodarka jest uzależniona od Europy i szczególnie od strefy Euro. Jak to powiedział pewien Amerykanin: to pachniało jak recesja, to wyglądało jak recesja, ale nie było tego widać w danych. Teraz tę recesję widać w danych. Wtedy było ją widać w dochodach podatkowych. Dzisiaj możemy powiedzieć, że ta wówczas niespostrzegana w statystykach recesja była praprzyczyną nowelizowania budżetu na 2013 rok. To wszystko wynikało z kryzysu strefy euro. Patrząc na 8 lat rządów PO-PSL, to ważne są nie wyniki za dwa konkretne kwartały, a w całym okresie. Ten wzrost wyniósł 28 procent i był najwyższy w całej Europie. Druga była Słowacja, która jeśli dobrze pamiętam, miała 13 procent wzrostu.

Czy gdyby wtedy, jako wicepremier, minister finansów, wiedziałby pan o tym że mamy recesję, działałby pan inaczej? Podjął inne decyzje?

Wcześniej byśmy zrobili nowelizację budżetu ma 2013 rok.

Odwoła pan narrację o Zielonej Wyspie? Cała ta opowieść o Polsce jako bohaterze kryzysu teraz upada?

W żaden sposób. To co jest ważne, to sumaryczny wynik, przez osiem lat. Wtedy mieliśmy 28 procent wzrostu skumulowanego, w czasie kiedy strefa euro w ogóle się nie rozwijała, a Unia Europejska przeciętnie prawie w ogóle się nie rozwijała. Czechy miały 1 procent wzrostu. Mieliśmy najlepszy wynik w Europie w czasie rządów PO-PSL, najlepszy wynik ze wszystkich krajów zachodu. Ani Stany Zjednoczone, ani Japonia, ani Turcja, czy Meksyk lepszych wyników od nas nie mieli. I to jest ta prawdziwa ośmioletnia Zielona Wyspa, a nie kilku kwartałów, czy jednego roku.

Do tej pory byliśmy jednym krajem w Europie, który przeszedł kryzys bez recesji. Okazuje się, że to jednak była nieprawda, błąd w obliczeniach. Czy za granicą inwestorzy stracą wiarę w opowieść o Polsce jako kraju, który nie boi się kryzysów?

Myślę, że wprost przeciwnie. To pozwoli zwrócić uwagę na wyniki skumulowane tych ośmiu lat, czyli 28 procent wzrostu. Do tego dochodzą dane o bardzo dużym wzroście zatrudnienia. Według obliczeń Narodowego Banku Polskiego ponad 1,6 miliona nowych miejsc pracy. Byliśmy pod tym względem na 3 miejscu w Europie.

To co poszło nam nie tak, że nagle mieliśmy recesję?

Jest jeszcze jeden element. Tej lekkiej, ale jednak recesji, i to można powiedzieć z całą pewnością, nie byłoby, gdyby nie zupełnie błędne, można nawet powiedzieć absurdalne podwyższenie stóp procentowych w maju 2012 roku. Już wtedy było wiadomo, że w Polską gospodarkę uderza kryzys strefy euro. W tym momencie Rada Polityki Pieniężnej podjęła zupełnie niezrozumiałą i błędną decyzję o podwyższeniu już dosyć wysokich stóp procentowych. Potem, co jeszcze ważniejsze, bardzo ociągali się z obniżeniem tych stóp, kiedy konieczność obniżek była już oczywista. Gdyby polityka banku centralnego była bardziej stosowna do warunków recesyjnych, to tej recesji by nie było.

Europejski Bank Centralny z kończącym wtedy kadencję Jean Claudem Trichetem też popełnił ten błąd podnosząc stopy...

Oczywiście każdemu to się zdarza, ale w naszym przypadku sporo ludzi ostrzegało, łącznie ze mną, że to absolutnie niezrozumiała decyzja.

Nie dziwi pana, że dopiero teraz, po trzech latach Główny Urząd Statystyczny koryguje dane o wzroście gospodarczym? Tak zaraz po zmianie władzy...

A co pan myśli, że to było zatajane?

Zastanawiam się dlaczego niekorzystne dla poprzedniego rządu dane, pojawiają się zaraz po tym jak ten rząd stracił władzę.

Nie. Nie. Nie. Ja mam nienajlepszą opinię o rządach Prawa i Sprawiedliwości, ale nie szukałbym spisków. Dobrze wiadomo, że rewizje danych są przeprowadzane cały czas, nawet wiele lat później.

Nawet po trzech latach jak tu?

Nawet po trzech latach. W Wielkiej Brytanii zdarza się po sześciu albo i dziewięciu latach. Czasem okazuje się, że zmiany są dosyć znaczące. W tym przypadku złej woli politycznej nie węszę. Myślę, że PiS dość szkody Polsce robi swoim atakiem na Konstytucję, demokrację i Trybunał Konstytucyjny.

(mal)