Na dłuższą metę ten konflikt nie zaburzy cen ropy - twierdzi Krzysztof Płomiński, były ambasador Polski w Arabii Saudyjskiej i Iraku. Od kilku dni na linii Arabia Saudyjska-Iran dochodzi do zaostrzenia sytuacji. Saudowie dokonali egzekucji na znanym szyickim aktywiście, w odwecie mieszkańcy Teheranu spalili saudyjską ambasadę. Kolejne kraje regionu dołączają do tej wojny dyplomatycznej. - Obecna polityka Arabii Saudyjskiej dotycząca cen ropy polega na utrzymywaniu niskich cen. Wynika to zarówno z uwarunkowań rynkowych, z troski o swoją pozycję na rynku, ale również z powodów politycznych. Tu mowa o Iranie. Im niższe ceny ropy naftowej, tym Iranowi trudniej będzie stanąć na nogi po okresie sankcji - twierdzi ambasador Płomiński. To znaczy, że po chwilowym szoku, ropa powinna pozostać tania.

Zdjęcie ilustracyjne /YURI KOCHETKOV /PAP/EPA

Krzysztof Berenda, RMF FM: Jak pan interpretuje to, co teraz dzieje się na linii Arabia Saudyjska-Iran?

Krzysztof Płomiński: Z jednej strony jest to konsekwencja tego, co dotychczas działo się w stosunkach saudyjsko-irańskich. Z drugiej strony to nowy etap, wzrost napięcia i otwarcie kolejnych frontów, które mogą potencjalnie, w przyszłości doprowadzić do bezpośredniego konfliktu, między obu państwami.

Konfliktu zbrojnego także?

Mam nadzieję, że nie, bo dotychczas konfrontacja saudyjsko-irańska odbywała się raczej przez pośredników. Widziałbym tu raczej konfrontację na dotychczasowych terenach, czyli w Iraku, w Syrii, w Libanie, w Jemenie. Myślę również, że to zaostrzenie stosunków doprowadzi ze strony jednego i drugiego państwa do większych działań destabilizacyjnych sytuację wewnętrzną w państwie partnera. To już się dzieje. Arabia Saudyjska i Iran mają sporo porównywalnych problemów wewnętrznych. Oba kraje bardzo boją się destabilizowania sytuacji, a jednocześnie działają w tym kierunku. Sądzę, że zarówno egzekucja Nimra al-Nimra, jak i spalenie ambasady Arabii Saudyjskiej w Teheranie były wydarzeniami, które oba kraje mogły przewidywać, pod względem konsekwencji. Tego typu wydarzenia nie uchodzą na sucho. W jakimś stopniu można więc zakładać, że Rijad i Teheran liczyły się z tym, że oba wydarzenia doprowadzą do wzrostu napięcia i do zerwania stosunków dyplomatycznych.

Na razie mamy wzrost napięcia dyplomatycznego w regionie. Mamy pierwsze komunikaty o tym, że Bahrajn bardzo mocno ogranicza stosunki dyplomatyczne z Iranem, taki sam komunikat płynie z Sudanu. Pojawiają się ostre słowa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jesteśmy już u szczytu konfliktu dyplomatycznego? Gorzej nie będzie?

Arabia Saudyjska w ostatnim okresie zadbała o umocnienie swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Z jednej strony gospodarczo, poprzez politykę niskich cen ropy i konsekwentną próbę umocnienia swojej pozycji na światowym rynku ropy. Z drugiej strony politycznie. Tutaj przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na sojusz antyterrorystyczny 34 państw, który Arabia utworzyła kilka tygodni temu. Kolejna sprawa, to są działania Arabii Saudyjskiej w krajach sąsiednich. Przede wszystkim w Jemenie. Zwróćmy uwagę na to, że wraz z egzekucją tych 47 osób, w tym 4 szyitów, nastąpiło zakończenie zawieszenia broni w Jemenie i ponownie ruszyły zakrojone na szeroką skalę akcje militarne.

Komu bardziej zależy na podgrzewaniu tego konfliktu? Arabii Saudyjskiej, czy Iranowi?

Oba kraje rywalizują ze sobą zarówno o pozycję lidera regionalnego, jak i o pozycję w świecie islamu. Jednocześnie Arabia Saudyjska stara się być przede wszystkim liderem państw sunnickich, a Iran państw szyickich. Fundamentem tego obecnego konfliktu są sprzeczne interesy obu państw w regionie: religijne, gospodarcze, polityczne i dotyczące bezpieczeństwa. Trudno więc przewidywać, by ten konflikt zakończył się szybko. Raczej on będzie się rozwijał w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie. Jednocześnie Arabia Saudyjska będzie starała się, żeby stworzyć do siebie jak najszersze zaplecze międzynarodowe.

Jaki to wszystko będzie miało wpływ na ceny ropy? Bo z jednej strony mamy tu Arabię Saudyjską, która do tej pory mocno obniżała ceny ropy na światowych rynkach. Z drugiej strony mamy Iran, który ma wkrótce, po zniesieniu sankcji, zwiększyć produkcję ropy, ruszyć z eksportem i przez to również obniżyć ceny ropy. Czy ten konflikt zatrzyma oba te procesy?

Trzeba się liczyć z tym, że ceny ropy naftowej jeszcze bardzo długo będą niskie.

Czyli ten konflikt tego nie zaburzy? Będzie chwilowa nerwowość, a potem dalej ceny pozostaną niskie?

Na dłuższą metę ten konflikt nie zaburzy cen ropy. Obecna polityka Arabii Saudyjskiej dotycząca cen ropy polega na utrzymywaniu niskich cen. Wynika to zarówno z uwarunkowań rynkowych, z troski o swoją pozycję na rynku, ale również z powodów politycznych. Tu mowa o Iranie. Im niższe ceny ropy naftowej, tym Iranowi trudniej będzie stanąć na nogi po okresie sankcji. I to pomimo faktu, że dochody z ropy naftowej nie odgrywają w przypadku Iranu tak dużej roli jak w przypadku Arabii Saudyjskiej, gdzie stanowią one 80 procent wszystkich dochodów. Pamiętajmy tu, że Arabia Saudyjska jest jedynym krajem na świecie, który jest w stanie kształtować rynek naftowy, przynajmniej dziś. Produkuje ponad 10 milionów baryłek dziennie, możliwości Iranu to maksymalnie 3 miliony dziennie. Arabia Saudyjska może dłużej wytrzymać z niskimi cenami ropy dzięki temu, że jest mniejszym krajem, z lepszymi zasobami i sojuszami.

Kto będzie teraz odgrywał rolę mediatora między tymi krajami? Amerykanie, którzy od lat pogłębiają stosunki z Saudami? Czy może Rosjanie, którzy już zaoferowali swoją pomoc, a coraz mocniej integrują się z Iranem?

Stany Zjednoczone i Arabię Saudyjską od 1947 roku łączy autentyczny sojusz, który sprawdził się w najtrudniejszych warunkach. I pomimo tego, że na tym sojuszu następują ostatnio rysy, to wydaje on się nienaruszony. Z punktu widzenia interesów amerykańskich istotne byłoby w takim wariancie utrzymanie sojuszu z Arabią Saudyjską, jak i polepszenie stosunków z Iranem po wznowieniu współpracy dyplomatycznej. Amerykańskie koncerny już od dawna szykują się na zmianę sytuacji i potężne inwestycje. Iran jest wygłodzony i dla Amerykanów jest potencjalnym sojusznikiem, tak jak był za czasów Szacha, choć oczywiście w nowej sytuacji, bo nie można abstrahować od tego, jaka tam ideologia panuje, jaki jest charakter rządów, jaka jest polityka Iranu w regionie, jakie są stosunki irańsko-izraelskie. Dla amerykanów oba kraje są ważne i tego boi się Arabia Saudyjska. Nie chce zostać odsunięta, stracić pozycji lidera.

A Rosja? Może być mediatorem?

Rosja ogłosiła już dzisiaj, że gotowa jest do pośrednictwa w zmniejszaniu napięcia między Arabią Saudyjską, a Iranem. Jeżeli popatrzymy na Teheran, to propozycja Moskwy zapewne zostanie przyjęta z radością. Arabia Saudyjska będzie natomiast podchodzić do tej propozycji z dystansem, zwłaszcza jeśli chodzi o intencje Rosjan. To będzie wynikało między innymi z potężnych wątpliwości dotyczących zaangażowania rosyjskiego w Syrii. Ta interwencja Rosji w dużym stopniu pokrzyżowała plany zmierzające do wyeliminowania reżimu prezydenta Baszara Assada. Czyli większe szanse mają tu Amerykanie.

(abs)