Działające w Polsce banki dalej będą ponosić koszty ratowania klientów upadających Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Minister finansów Mateusz Morawiecki zdecydowanie odrzuca wczorajszy apel Związku Banków Polskich o to, by za błędy SKOK-ów nie płacił już Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

Mateusz Morawiecki /Jacek Turczyk /PAP

Powody decyzji wicepremiera Mateusza Morawieckiego są dwa - informuje dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda. Po pierwsze, jak twierdzi Morawiecki, system działa - SKOK-i są częściowo nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego, a  Bankowy Fundusz Gwarancyjny sprawnie pomaga klientom upadłych kas. Polegam tutaj na KNF, która nadzoruje cały sektor - zaznacza.

Po drugie, jak podkreśla wicepremier, banki  także mają swoje na sumieniu. Też pewne grzechy istniały, zwłaszcza w dalszej przeszłości, dotyczące chociażby portfeli kredytów we frankach szwajcarskich - mówi. 

Nieuprawnione jest więc twierdzenie banków, że to nie fair, iż muszą płacić za błędy szefów SKOK-ów - dodaje wicepremier.

Wczoraj Związek Banków Polskich - zrzeszający największe banki działające w naszym kraju - ogłosił, że nie chce więcej ratować klientów bankrutujących SKOK-ów.

Banki zaczęły się buntować, bo jak twierdzą obecne rozwiązanie jest bardzo niesprawiedliwe wobec ich klientów. 

Przypomnijmy, że w Polsce oszczędności trzymane przez nas zarówno w bankach, jak i w SKOK-ach są chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W razie upadłości SKOK-u lub banku fundusz zwróci nam do 100 tysięcy euro na osobę.

Do tej pory fundusz musiał wypłacić klientom padających SKOK-ów ponad 4 miliardy złotych. Na to składają się banki z naszych opłat.

Związek Banków Polskich twierdzi, że nie może być tak, że za grzechy SKOK-ów płacą inni i apeluje do rządu o znalezienie innego sposoby chronienia klientów kas.
(ph)