My na złość Putinowi jemy jabłka, tymczasem żywność z polskich sklepów wypełnia bagażniki podróżnych z Kaliningradu, którzy coraz chętniej robią zakupy w Polsce - donosi "Metro".

W obwodzie kaliningradzkim brakuje żywności

Dostawy z Białorusi mają pomóc Rosji w pokryciu niedoborów produktów spożywczych w obwodzie kaliningradzkim. Braki to konsekwencja embarga Rosji na import owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka i nabiału z USA, Unii Europejskiej, Australii, Kanady i Norwegii. czytaj więcej

Rosjanie z obwodu kaliningradzkiego od dawna są stałymi klientami w sklepach w Elblągu, Braniewie, Bartoszycach, Gołdapi, a nawet w Trójmieście. Kupują sprzęt RTV/AGD, materiały budowlane, korzystają z salonów kosmetycznych i fryzjerskich, serwisują samochody.

Ale najwięcej kupują u nas żywności, bo jest o 40 proc. tańsza niż u nich. Odkąd tydzień temu wprowadzono embargo, tej żywności w bagażnikach samochodów Rosjan jest jeszcze więcej.

Tylko od ostatniej soboty do poniedziałku rosyjsko-polską granicę przekroczyło ponad 19 tys. aut. To 10 proc. więcej niż tydzień temu. Już niemal każdy Rosjanin wracający z Polski, wiezie ze sobą produkty spożywcze - przyznaje Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie.

Eksperci prognozują, że to dopiero początek. Polskie sklepy mogą spodziewać się znacznego wzrostu liczby rosyjskich klientów pod koniec sierpnia, gdy w związku z powrotem dzieci do szkół i przedszkoli Rosjanie z Kaliningradu ruszą do nas po większe zakupy - ocenia Tadeusz Baryła, ekspert ds. obwodu z Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie.

(j.)